-Idę do toalety! - wykrzyknął do Lydii i Scotta, klepiąc ich po plecach. Przepychał się przez tłum, jakiś widocznie pijany brunet złapał go za pośladki, Stiles nie zwrócił na to uwagi. Wysoka blondynka, niechcący uderzyła go łokciem w głowę, zorientowała się od razu co zrobiła, więc cmoknęła go w prawy policzek i delikatnym głosem powiedziała "przepraszam". Po minięciu dziesiątek obcych twarzy, w końcu wydostał się z tłumu. Teraz szedł mijając szerokie na dwa metry, kwadratowe kolumny, całe obklejone plakatami imprez i wizerunkami Marylin Monroe, czy Davida Bowie'ego. Skręcił w prawo, wchodząc do wąskiego korytarza. Na lewej ścianie, na metalowych drzwiach widniała plakietka przedstawiająca wizerunek kobiety, Zaś po przeciwnej stronie, plakietka przedstawiająca mężczyznę wisiała na drewnianych drzwiach. Stiles otworzył je i wszedł do środka. Odgłosy wymiotujących chłopaków dobiegały prawdopodobnie z każdej kabiny. Stilinski podszedł do ściany, na której przymocowano cztery pisuary i rozpiął spodnie. Z pierwszej kabiny wyszedł wysoki, barczysty chłopak. Zdecydowanie, gdyby Stiles był zmuszony się znim pobić, jego szanse byłyby znikome. Do pisuaru obok podszedł brązowooki mężczyzna w koszuce na ramiączkach. Cały był mokry, z jego przemoczonych włosów, wprost na równie mokrą koszulkę spływała woda.
-Spokojnie, to nie pot - próbował zagadać brązowooki - to zwykła woda, zraszacze. Byłeś?
-Nie - odpowiedział zakłopotany Stiles, zapiął spodnie i oparł się ręką o ścianę - ale możesz mnie zaprowadzić...
Brązowooki zwrócił twarz w stronę Stilinskiego i szeroko uśmiechnął się pokazując białe i proste zęby.
-Z przyjemnością! - brązowooki zapiął spodenki - jestem Marcus, a Ty?
-Stiles, miło mi - odpowiedział.
-Masz... spory asortyment - odparł Marcus wskazując ręką krocze Stilesa.
-Ehh, czy przy pisuarach zawsze musi znaleźć się ktoś, kto będzie podglądał twojego kutasa?! - powiedział udawając oburzonego - ty też masz spory...
Marcus zaśmiał się, przeczesał palcami ciemne, gęste i mokre włosy.
-Tym stwierdzeniem odpowiedziałeś sobie na pytanie - odrzekł - to co? Mam pokazać ci te zraszacze?
-Pewnie! - odpowiedział Stilinski z entuzjazmem.
Na twarzy bruneta kolejny raz pojawił się uśmiech, nakazał gestem, aby Stiles podążał za nim. Wyszli z toalety, potem z korytarza i znów znaleźli się w tłumie.
-Podaj mi rękę, nie chcę, żebyś mi zaginął - powiedział Marcus przekrzykując tłum. Stiles zrobił to bez problemu. Po przeciśnięciu się przez tłum, stanęli przed lustrzanymi drzwiami.
-Uprzedzam, może być mokro.
-Mokro to ja mam gdy patrzę na Channinga Tatum'a.
Marcus wybuchnął śmiechem, po chwili ochłonął i otworzył drzwi. Oczom Stilesa ukazało się pomieszczenie bez dachu, dwanaście na dwanaście metrów. Na podłodze, którą tutaj była zwykła ziemia, rosła równo przycięta, zielona trawa. Przez ściany widać było bawiących się ludzi.
-Lustra weneckie, oni nas nie widzą - oznajmił Marcus wskazując szerokim gestem na ściany. Podszedł do drzwi, przez które także było wszystko widać od środka, przymknął je i przekręcił kluczyk w zamku. Drzwi były wyciszające. Nie słychać było już muzyki, krzyków, jedynie odgłosy z otoczenia, których słuchanie umożliwiał brak dachu.
-No, teraz możemy robić co chcemy, nikt nas nie widzi, nikt nas nie słyszy... - skwitował Marcus.
-Tutaj jest świetnie! Tylko gdzie te zraszacze? - zapytał zaciekawiony Stiles.
-Radzę się rozebrać - brązowooki ściągnął przemoczoną, szarą koszulkę i bordowe spodenki. Miał umięśnione ciało, klatkę piersiową, brzuch i pachy całkowicie pozbawione jakiegokolwiek owłosienia, zaś nogi pozostawały naturalnie owłosione. Stiles wziął przykład z bruneta i rozebrał się do bokserek. Ubrania położyli w rogu pomieszczenia.
-Gotowy? - zapytał Marcus.
-Jak najbardziej - odparł Stiles.
Brązowooki wyszedł na środek trawnika. Pochylił się nad niewielkim urządzeniem wystającym z ziemi. Kliknął jakichś przycisk, przekręcił jakiś zawór. Wtem urządzenie wysunęło się z ziemi, Marcus wrócił do Stilesa i objął go ramieniem.
-Zaraz się zacznie.
Po tych słowach z metalowej rurki, która wysunęła się z ziemi zaczęła tryskać woda. Najpierw woda tryskała tylko z dzurek, których było pełno w zraszaczu. Potem zraszacz zaczął się kręcić, wydłużać i skracać.
-O cholera, ale zimna! - wykrzyknął Stiles, gdy strumienie wydłużyły się na taką odległość, że spokojnie zalewały ściany.
-Przyzwyczaisz się! Chodź! - zachęcał go Marcus.
-Wiesz co? Ja tutaj postoję - stwierdził Stiles.
-Sam tego chciałeś... - Marcus podszedł do Stilesa, złapał go za pasem i przerzucił przez ramię. Jego mięśnie napięły się pod ciężarem siedemnastolatka, jednak pewnym krokiem brnął naprzód. Woda z bliska była jeszcze chłodniejsza, zaś jej strumienie robiły teraz za bicze wodne. Marcus odłożył Stilesa na trawę śmiejąc się.
-Chyba już wystarczy - powiedział, po czym podszedł do zraszacza i wyłączył go. Stiles leżał na trawie, wpatrując się w niebo.
-To było niemiłe, ale i podniecające - stwierdził spoglądając z uśmiechem na Marcusa. Ten odwzajemnił uśmiech i położył się obok Stilinskiego. W ciszy wpatrywali się w niebo. Ciszę przerwał jednak Marcus. Podparł się na ramieniu patrząc na Stilesa.
-To mów, ile w ogóle masz lat, czy jesteś hetero, bi, homo?
-Siedemnaście, homo - odpowiedział - a ty?
-Dwadzieścia jeden młodziaku! Ja tam jestem bi - odparł Marcus. Jego ręka spoczęła na mokrej piersi Stilesa, jego kciuk zataczał kręgi wokół jego sutka.
-Masz kogoś? - zapytał Stilinski.
-Nie, a Ty?
-Teraz to sam nie wiem... długa historia - myśli Stilesa skierowały się ku Derek'owi, szybko jednak je przegnał.
-Okay, nie będę natrętny - Marcus nadal "bawił się" sutkami Stilinskiego - za to napiłbym się czegoś!
Brunet wstał i ruszył w stronę rogu pomieszczenia, gdzie leżały ich ubrania. Ze sterty ciuchów wygrzebał w końcu telefon w czarnej obudowie. Wybrał jakichś numer i rozpoczął rozmowę. Stiles nie chciał podsłuchiwać, więc przestał obserwować Marcusa. Po chwili brązowooki wrócił i runął obok Stilinskiego.
-Z kim rozmawiałeś? - Stiles nie mógł powstrzymać ciekawości.
-Zobaczysz.
Oboje znów zaczęli obserwować niebo. Marcus masował ręką ciało Stilesa, ten się nie opierał. Tym razem ciszę przerwał odgłos pukania do drzwi. Brązowooki brunet wstał i poszedł je otworzyć. Po chwili drzwi ponownie się zamknęły a Marcus wrócił do Stilesa z tacą, na której stało sześć pełnych kieliszków i dwie szklanki soku pomarańczowego.
-Ma się znajomości! - odparł z dumą brunet, kładąc tacę na trawie - to do dna!
Oboje podnieśli kieliszki i na raz wypili zawartość. Wypicie drugiego kieliszka wiązało się z wypiciem pół szklanki soku. Wypili zawartość wszystkich sześciu kieliszków. Dziesięć minut później, kolejne sześć.
-Ja będę szedł! - oznajmił Stiles. Świat wokół niego wirował.
-Dobra, do zobaczenia! - pożegnał go Marcus. Ten leżał na trawie, obok niego taca z pustymi kieliszkami.
Stiles z trudem doszedł do drzwi, stał przed nimi przez chwile, aż w końcu je otworzył. Gwałtowny nawał dźwięków, myślał, że zaraz ogłuchnie. Światło zaatakowało jego oczy, zachwiał się, jednak powstrzymał się przed upadkiem. W klubie zostało już tylko kilka osób. Stiles ruszył w stronę wyjścia, potykał się o własne nogi. Po chwili podszedł do niego znajomy barman.
-Człowieku... coś ty ze sobą zrobił? - blondyn złapał Stilinskiego pod pachą i podprowadził go do wyjścia. W jego kieszeni znalazł telefon.
-Hej! Znasz kogoś, kto mógłby ci teraz pomóc? Do kogo mam zadzwonić? - mówił stanowczo, powoli. Stiles patrzył w ziemię w zamyśleniu, po chwili ocknął się i, jakby doznał oświecenia, wykrzyknął.
-Deeeerek! Derek mi pomoże!
Barman wyszukał w telefonie numer do Dereka i zadzwonił.
-Hej, przepraszam, że dzwonię o tak późnej porzę...
-Stiles?
-Tak jakby. Stiles... odleciał, stoimy właśnie przed klubem Sunrise, powiedział, że możesz po niego przyjechać, więc dzwonię.
Przez dłuższy czas, na lini panowała cisza. Derek odetchnął głośno.
-No dobra, gdzie to dokładniej jest?
Barman wytłumaczył mu drogę i w przeciągu niecałych 10 min. pod klub podjechał czarny samochód.
-Cholera, jego ojciec nie chciałby zobaczyć go w takim stanie...
-Ja nie pomogę, muszę wracać do roboty, ale wielkie dzięki, że przyjechałeś.
Derek uśmiechnął się.
-Dzięki, że się nim zająłeś - wskazał obojętnym ruchem ręki na Stilesa - ale, musisz mi pomóc wpakować go do samochodu!
Derek podniósł go, blondyn trzymał drzwi od samochodu. Po chwili Stiles spał już na siedzeniu obok kierowcy.
-Jeszcze raz wielkie dzięki - niebieskooki i barman uścisnęli sobie ręce. Barman wszedł do klubu, zaś czarny samochód skręcił już w inną ulicę i zniknął za budynkami.
Zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów ;)
~Igrający z Ogniem
Czej, zią, jak Stajls może mieć mokro. *rozkmina wieczoru*
OdpowiedzUsuńOH AH NO I OCZYWIŚCIE CUDNY ROZDZIAŁ, WENY ŻYCZĘ.
Ps. Ale seksy to by się przydały.
Ps2. Nawet bardzo.
Ps3. Serio.
Seksy to tylko z Derekiem :v to muszę ich pogodzić pierff ;-;
OdpowiedzUsuńStajls to Stajls, On może mieć mokro.
Dziena niewasto. c:
KURWAAA KRZYCHUU!!!
OdpowiedzUsuńNosz kurwa! Wczoraj cię zjebalam ze przerwales w pewnym momencie, ale ty po prostu zapomniales dodać drugiej części.... ALE TERAZ TO JUZ CO INNEGO
STILES PIJANY, DEREK ZAPAKOWAL GO DO SWOJEGO SAMOCHODU A TY PRZERYWASZ?
Nosz kurwa
ŁAP MENTALNEGO PACA W POTYLICE I PRZYJMIJ GO Z HONOREM, JAK MĘŻCZYZNA
Ajm weri angri
Dobra, już się uspokoiłam, mogę normalny komentarz dodać
UsuńWpierw myślałam ze Marcus go zgwałci w tym kiblu
Potem jak go przyprowadzil do tego miejsca z lustrami weneckimi, pomyślałam ze Marc go podpuścił i go zgwałci
Później kiedy Marc go macał też myślałam ze go zgwałci
A tu nic xD to dopszz
STEREK 4EVA
Stiles się uchlał tak bardzo, nie on się nie uchlał tylko normalnie najebał
Derek nareszcie! I bierze go do auta! Ojejejejej xD
BEDZIE SIE DZIAŁO
Fakt ze rozdział super trochę tłumi moją złość o przerwanie xD
ROZDZIAŁ
SUPER
IDEALNY
FANTASTYCZNY
NAJLEPSZY
Tak dalej trzymaj
Ale tylko spróbuj zabić któregoś z tej dwójki to ci łeb ukręce xD
Czekam bardzo niecierpliwie na nexta xD
Łap weneee