sobota, 22 sierpnia 2015

"Lustra Weneckie" część II.

-Idę do toalety! - wykrzyknął do Lydii i Scotta, klepiąc ich po plecach. Przepychał się przez tłum, jakiś widocznie pijany brunet złapał go za pośladki, Stiles nie zwrócił na to uwagi. Wysoka blondynka, niechcący uderzyła go łokciem w głowę, zorientowała się od razu co zrobiła, więc cmoknęła go w prawy policzek i delikatnym głosem powiedziała "przepraszam". Po minięciu dziesiątek obcych twarzy, w końcu wydostał się z tłumu. Teraz szedł mijając szerokie na dwa metry, kwadratowe kolumny, całe obklejone plakatami imprez i wizerunkami Marylin Monroe, czy Davida Bowie'ego. Skręcił w prawo, wchodząc do wąskiego korytarza. Na lewej ścianie, na metalowych drzwiach widniała plakietka przedstawiająca wizerunek kobiety, Zaś po przeciwnej stronie, plakietka przedstawiająca mężczyznę wisiała na drewnianych drzwiach. Stiles otworzył je i wszedł do środka. Odgłosy wymiotujących chłopaków dobiegały prawdopodobnie z każdej kabiny. Stilinski podszedł do ściany, na której przymocowano cztery pisuary i rozpiął spodnie. Z pierwszej kabiny wyszedł wysoki, barczysty chłopak. Zdecydowanie, gdyby Stiles był zmuszony się znim pobić, jego szanse byłyby znikome. Do pisuaru obok podszedł brązowooki mężczyzna w koszuce na ramiączkach. Cały był mokry, z jego przemoczonych włosów, wprost na równie mokrą koszulkę spływała woda.
-Spokojnie, to nie pot - próbował zagadać brązowooki - to zwykła woda, zraszacze. Byłeś?
-Nie - odpowiedział zakłopotany Stiles, zapiął spodnie i oparł się ręką o ścianę - ale możesz mnie zaprowadzić...
Brązowooki zwrócił twarz w stronę Stilinskiego i szeroko uśmiechnął się pokazując białe i proste zęby.
-Z przyjemnością! - brązowooki zapiął spodenki - jestem Marcus, a Ty?
-Stiles, miło mi - odpowiedział.
-Masz... spory asortyment - odparł Marcus wskazując ręką krocze Stilesa.
-Ehh, czy przy pisuarach zawsze musi znaleźć się ktoś, kto będzie podglądał twojego kutasa?! - powiedział udawając oburzonego - ty też masz spory...
Marcus zaśmiał się, przeczesał palcami ciemne, gęste i mokre włosy.
-Tym stwierdzeniem odpowiedziałeś sobie na pytanie - odrzekł - to co? Mam pokazać ci te zraszacze?
-Pewnie! - odpowiedział Stilinski z entuzjazmem.
Na twarzy bruneta kolejny raz pojawił się uśmiech, nakazał gestem, aby Stiles podążał za nim. Wyszli z toalety, potem z korytarza i znów znaleźli się w tłumie.
-Podaj mi rękę, nie chcę, żebyś mi zaginął - powiedział Marcus przekrzykując tłum. Stiles zrobił to bez problemu. Po przeciśnięciu się przez tłum, stanęli przed lustrzanymi drzwiami.
-Uprzedzam, może być mokro.
-Mokro to ja mam gdy patrzę na Channinga Tatum'a.
Marcus wybuchnął śmiechem, po chwili ochłonął i otworzył drzwi. Oczom Stilesa ukazało się pomieszczenie bez dachu, dwanaście na dwanaście metrów. Na podłodze, którą tutaj była zwykła ziemia, rosła równo przycięta, zielona trawa. Przez ściany widać było bawiących się ludzi.
-Lustra weneckie, oni nas nie widzą - oznajmił Marcus wskazując szerokim gestem na ściany. Podszedł do drzwi, przez które także było wszystko widać od środka, przymknął je i przekręcił kluczyk w zamku. Drzwi były wyciszające. Nie słychać było już muzyki, krzyków, jedynie odgłosy z otoczenia, których słuchanie umożliwiał brak dachu.
-No, teraz możemy robić co chcemy, nikt nas nie widzi, nikt nas nie słyszy... - skwitował Marcus.
-Tutaj jest świetnie! Tylko gdzie te zraszacze? - zapytał zaciekawiony Stiles.
-Radzę się rozebrać - brązowooki ściągnął przemoczoną, szarą koszulkę i bordowe spodenki. Miał umięśnione ciało, klatkę piersiową, brzuch i pachy całkowicie pozbawione jakiegokolwiek owłosienia, zaś nogi pozostawały naturalnie owłosione. Stiles wziął przykład z bruneta i rozebrał się do bokserek. Ubrania położyli w rogu pomieszczenia.
-Gotowy? - zapytał Marcus.
-Jak najbardziej - odparł Stiles.
Brązowooki wyszedł na środek trawnika. Pochylił się nad niewielkim urządzeniem wystającym z ziemi. Kliknął jakichś przycisk, przekręcił jakiś zawór. Wtem urządzenie wysunęło się z ziemi, Marcus wrócił do Stilesa i objął go ramieniem.
-Zaraz się zacznie.
Po tych słowach z metalowej rurki, która wysunęła się z ziemi zaczęła tryskać woda. Najpierw woda tryskała tylko z dzurek, których było pełno w zraszaczu. Potem zraszacz zaczął się kręcić, wydłużać i skracać.
-O cholera, ale zimna! - wykrzyknął Stiles, gdy strumienie wydłużyły się na taką odległość, że spokojnie zalewały ściany.
-Przyzwyczaisz się! Chodź! - zachęcał go Marcus.
-Wiesz co? Ja tutaj postoję - stwierdził Stiles.
-Sam tego chciałeś... - Marcus podszedł do Stilesa, złapał go za pasem i przerzucił przez ramię. Jego mięśnie napięły się pod ciężarem siedemnastolatka, jednak pewnym krokiem brnął naprzód. Woda z bliska była jeszcze chłodniejsza, zaś jej strumienie robiły teraz za bicze wodne. Marcus odłożył Stilesa na trawę śmiejąc się.
-Chyba już wystarczy - powiedział, po czym podszedł do zraszacza i wyłączył go. Stiles leżał na trawie, wpatrując się w niebo.
-To było niemiłe, ale i podniecające - stwierdził spoglądając z uśmiechem na Marcusa. Ten odwzajemnił uśmiech i położył się obok Stilinskiego. W ciszy wpatrywali się w niebo. Ciszę przerwał jednak Marcus. Podparł się na ramieniu patrząc na Stilesa.
-To mów, ile w ogóle masz lat, czy jesteś hetero, bi, homo?
-Siedemnaście, homo - odpowiedział - a ty?
-Dwadzieścia jeden młodziaku! Ja tam jestem bi - odparł Marcus. Jego ręka spoczęła na mokrej piersi Stilesa, jego kciuk zataczał kręgi wokół jego sutka.
-Masz kogoś? - zapytał Stilinski.
-Nie, a Ty?
-Teraz to sam nie wiem... długa historia - myśli Stilesa skierowały się ku Derek'owi, szybko jednak je przegnał.
-Okay, nie będę natrętny - Marcus nadal "bawił się" sutkami Stilinskiego - za to napiłbym się czegoś!
Brunet wstał i ruszył w stronę rogu pomieszczenia, gdzie leżały ich ubrania. Ze sterty ciuchów wygrzebał w końcu telefon w czarnej obudowie. Wybrał jakichś numer i rozpoczął rozmowę. Stiles nie chciał podsłuchiwać, więc przestał obserwować Marcusa. Po chwili brązowooki wrócił i runął obok Stilinskiego.
-Z kim rozmawiałeś? - Stiles nie mógł powstrzymać ciekawości.
-Zobaczysz.
Oboje znów zaczęli obserwować niebo. Marcus masował ręką ciało Stilesa, ten się nie opierał. Tym razem ciszę przerwał odgłos pukania do drzwi. Brązowooki brunet wstał i poszedł je otworzyć. Po chwili drzwi ponownie się zamknęły a Marcus wrócił do Stilesa z tacą, na której stało sześć pełnych kieliszków i dwie szklanki soku pomarańczowego.
-Ma się znajomości! - odparł z dumą brunet, kładąc tacę na trawie - to do dna!
Oboje podnieśli kieliszki i na raz wypili zawartość. Wypicie drugiego kieliszka wiązało się z wypiciem pół szklanki soku. Wypili zawartość wszystkich sześciu kieliszków. Dziesięć minut później, kolejne sześć.
-Ja będę szedł! - oznajmił Stiles. Świat wokół niego wirował.
-Dobra, do zobaczenia! - pożegnał go Marcus. Ten leżał na trawie, obok niego taca z pustymi kieliszkami.
Stiles z trudem doszedł do drzwi, stał przed nimi przez chwile, aż w końcu je otworzył. Gwałtowny nawał dźwięków, myślał, że zaraz ogłuchnie. Światło zaatakowało jego oczy, zachwiał się, jednak powstrzymał się przed upadkiem. W klubie zostało już tylko kilka osób. Stiles ruszył w stronę wyjścia, potykał się o własne nogi. Po chwili podszedł do niego znajomy barman.
-Człowieku... coś ty ze sobą zrobił? - blondyn złapał Stilinskiego pod pachą i podprowadził go do wyjścia. W jego kieszeni znalazł telefon.
-Hej! Znasz kogoś, kto mógłby ci teraz pomóc? Do kogo mam zadzwonić? - mówił stanowczo, powoli. Stiles patrzył w ziemię w zamyśleniu, po chwili ocknął się i, jakby doznał oświecenia, wykrzyknął.
-Deeeerek! Derek mi pomoże!
Barman wyszukał w telefonie numer do Dereka i zadzwonił.
-Hej, przepraszam, że dzwonię o tak późnej porzę...
-Stiles?
-Tak jakby. Stiles... odleciał, stoimy właśnie przed klubem Sunrise, powiedział, że możesz po niego przyjechać, więc dzwonię.
Przez dłuższy czas, na lini panowała cisza. Derek odetchnął głośno.
-No dobra, gdzie to dokładniej jest?
Barman wytłumaczył mu drogę i w przeciągu niecałych 10 min. pod klub podjechał czarny samochód.
-Cholera, jego ojciec nie chciałby zobaczyć go w takim stanie...
-Ja nie pomogę, muszę wracać do roboty, ale wielkie dzięki, że przyjechałeś.
Derek uśmiechnął się.
-Dzięki, że się nim zająłeś - wskazał obojętnym ruchem ręki na Stilesa - ale, musisz mi pomóc wpakować go do samochodu!
Derek podniósł go, blondyn trzymał drzwi od samochodu. Po chwili Stiles spał już na siedzeniu obok kierowcy.
-Jeszcze raz wielkie dzięki - niebieskooki i barman uścisnęli sobie ręce. Barman wszedł do klubu, zaś czarny samochód skręcił już w inną ulicę i zniknął za budynkami.

Zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów ;)
~Igrający z Ogniem

czwartek, 20 sierpnia 2015

"Lustra Weneckie" część I.

Światła. Kolory. Muzyka. Dym. Światła. Kolory. Muzyka. Dym.
Stiles stał przy barze opierając się ręką o blat, w jego brązowych oczach odbijały się to niebieskie, to różowe światła.
-Trzy razy Jack'a - powiedział do zielonookiego, wysokiego barmana. Ten ściągnął z wiszącej, szklanej półki trzy niewysokie kieliszki, po czym ułożył je obok siebie i jednym pochyleniem butelki oraz ruchem w prawo napełnił wszystkie przezroczystym, łudząco przypominającym wodę płynem.
-Dzięki - odpowiedział, po czym wychylił się poza blat, pociągnął zielonookiego za koszulę i włożył mu do kieszeni 35 dolarów. Ten w odpowiedzi także pochylił się nad blatem i pocałował Stilesa w usta, lekko przygryzając mu dolną wargę. Uśmiechnął się szarmancko i odszedł obsługiwać innych klientów. Stilinski w tłumie zdołał dojrzeć Hayden, która podskakiwała wymachując rękoma, tuż obok Liama. Po chwili zobaczył też Scotta, zmierzał prosto w jego stronę.
-Ty tu się liżesz z jakimś blondynem, a Malia i Mason rzygają w toalecie! - rzucił Scott, jego włosy błyszczały się od potu, lecz widocznie nie zwracał na to uwagi, gdyż na jego twarzy przez cały czas widniał uśmiech.
-No wiesz, Malia jako kojot nie piła zbyt wiele alkoholu, można powiedzieć, że to jej chrzest! - odparł rozbawiony Stiles - a Mason... widziałem jak szedł na zaplecze z bramkarzem, wątpie, że to przez piwa, które wypił...
-Jezu, nie chcę wiedzieć, ani nawet myśleć, czego on się nałykał, chodź, Lydia się niecierpliwi!
-Wziąłem nam Daniels'y, wypijmy chociaż!
-Wątpie, żeby ktoś chciał cokolwiek pić, po tym jak Malia zwymiotowała na naszych oczach. Zostaw to i chodź! - Scott nakazał przyjacielowi gestem, aby szedł za nim, Stiles odwrócił się jednak w stronę baru, sięgnął po pierwszy kieliszek i szybko, jednym przełknięciem pochłonął ognistą wodę. Zmrużył oczy, potrząsnął głową, czuł jak napój przepala mu gardło, odetchnął głośno. Zawarość kolejnego, drugiego kieliszka wylądowała mu w żołądku. Potem trzeciego. Otrząsnął się, po czym ruszył w strone parkietu i zniknął w tłumie skaczących nastolatków.

Ciąg dalszy nastąpi... :D
~Igrający z Ogniem

niedziela, 2 sierpnia 2015

"Przyjaciel"

Minęły godziny, dni, a może nawet całe miesiące, odkąd Stiles wybiegł z domu Hale'ów. Od tego czasu nie widział, nie spotykał, nie rozmawiał z niebieskookim. Tęsknił. Tęsknił za zapachem lasu. Tęsknił za pocałunkami, przez które, za sprawą zarostu Derek'a, zawsze miał podrapany podbródek. Tęsknił za wspólnymi nocami. Tęsknił za miłością. Zawsze na noc zostawiał otwarte na ościerz okno, w nadziei, że w nocy wejdzie przez nie starszy chłopak i po przebudzeniu, Stilinski będzie mógł usłyszeć od niego to proste, ale urocze w swojej prostocie powitanie, "Dzień dobry".
                           ****
-Wstawaj chłopcze, znowu się spóźnisz! - usłyszał nad sobą dojrzały głos swojego ojca - i zamknij w końcu to okno! Co ty, hodowlę komarów urządzasz?
Stiles mruknął jedynie coś pod nosem, po czym przetarł przekrwione oczy.
                          ****
Danny tego dnia nie pojawił się w szkole, przynajmniej to wywoływało choć zarys uśmiechu na twarzy Stilinskiego. Zdążył już ochłonąć po ostatnich wydarzeniach, lecz tęsknił, tak bardzo tęsknił za niebieskookim. Tymczasem ten nie wykazywał żadnych, nawet najmniejszych oznak życia. Stiles często myślał, czy może nie odezwać się do Dereka. Za każdym razem jednak odrzucał te myśli, nie chciał się narzucać, czy też być natrętny, zasłużył sobie na tą karę. Na samotność.
-Hej stary! - Scott zmierzał korytarzem w jego stronę - dzisiaj z Kirą jedziemy do Sunrise, jedzie też Lydia, Malia, Liam, Hayden, Mason, no i ty jedziesz, bo jedziesz prawda?
Stiles patrzył nań, jakby nie zrozumiał znaczenia wypowiadanych przez przyjaciela słów. Inne sprawy zaprzątały mu głowę. Nie mógł ich jednak dusić w sobie. Tak bardzo chciał komuś o nich powiedzieć, jak i w pewnym sensie wyżalić się.
-Zrobiłeś kiedyś coś, czego cholernie potem żałowałeś? - Scotta bardzo zaskoczyło to pytanie, chciał odpowiedzieć, lecz Stiles kontynuował - Scott, jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele mówią sobie wszystko, nie mamy przed sobą tajemnic.
-Nie, przynajmniej ja nie mam - odpowiedział.
-Scott, jestem gejem - odparł Stilinski nie zwracając uwagi na osoby przechodzące obok nich. Twarz przyjaciela na chwilę zamarła, jakby analizował dokładnie każde usłyszane słowo, jego oczy rozszerzyły się ze zdziwienia - zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciał mnie więcej znać, jeżeli się do mnie nie odezwiesz nigdy więcej, zrozu...
-Stop, stop! Nawet tak nie mów! Jesteś dla mnie jak brat, w życiu się od ciebie nie odwrócę! Mam głęboko w dupie czy jesteś homo czy hetero, choć, nie powiem, zdziwiła mnie ta informacja. Pamiętaj, jednak, że zawsze będziesz miał we mnie oparcie. Zawsze będę przy tobie idioto i powtarzam, nigdy, ale to nigdy się od ciebie nie odwrócę, okay? - Stiles uśmiechał się przez łzy. Przyjaciel, on zrozumie wszystko, zawsze będzie przy tobie.
-Dziękuje - objęli się mocno w przyjacielskim uścisku, Scott klepał Stilesa po plecach, ten zaś oparł głowę na ramieniu przyjaciela i ponowie wyszeptał - Dziękuje.

Zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów :)
~Igrający z Ogniem

sobota, 1 sierpnia 2015

"Strach przed utratą"

Tego dnia myśli Stilesa krążyły po jego głowie niczym jakieś nieodnalezione ciała niebieskie po swoich orbitach. To co zrobił, to co zrobił Derek'owi...
Czuł się z tym okropnie. Chciał cofnąć czas, tak aby to nigdy nie nastąpiło. Lecz najbardziej przerażał go fakt, iż musi mu o tym powiedzieć. Nawet, gdyby próbował to zataić, skłamać, nic z tego, odrazu by to wyczuł. Głos w podświadomości nakazywał mu powiedzieć Derek'owi całą prawdę. Musiał powiedzieć mu prawdę. Wiedział, że musi to zrobić.
                          ****
Odwaga. Właśnie dziś mu jej zabrakło. Musisz mu to powiedzieć. Ta myśl prześladowała go, odkąd po spotkaniu z Dannym, po jego policzku spłynęła pierwsza łza. Ta myśl, ten głos w jego podświadomości, miał rację. I to było najgorsze. Powiedz mu. Poprostu mu powiedz.
-A co jeśli stracę go na zawszę? Co jeśli mi nie wybaczy? Do cholery jasnej co ja wtedy zrobię?! - oparł podbródek na kolanach i wpatrywał się w gąszcz drzew, ledwie widoczny przez poranną mgłę. Spokojny, cichy las. Stiles przychodził tu często, chcąc oderwać się od... wszystkiego. Chcąc zapomnieć o szkole, o problemach sercowych swoich przyjaciół, których, jako dobry przyjaciel, zawsze wysłuchiwał. Tutaj mógł odpocząć od tego zamieszania. Szum liści, zapach lasu, kojarzący się mu tylko z jedną osobą, z Derekiem Hale'em, działały na niego kojąco. Wstał, otrzepał się z liści i pewnym krokiem ruszył na polanę, gdzie wcześniej zaparkował swojego jeep'a.
                                ****
Drzwi otwarły się, w ich progu stał niebieskooki, umięśniony, starszy od Stilesa mężczyzna.
-Stiles? Nie powinieneś być w szkole?
-Derek, muszę ci coś powiedzieć - powiedział stanowczo Stilinski - ja...bardzo cię kocham, jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym. Przepraszam, ja nie chciałem, żeby to tak wyszło, mieliśmy się tylko uczyć, ale on zaczął całować, no a ja uległem i...
-Czekaj, czekaj, nic z tego nie zrozumiałem, mógłbyś mówić wolniej i... zrozumiale? - zapytał zdezorientowany tą sytuacją Derek.
-Zdradziłem cię Derek. - wypowiadając te słowa, oczy naszły mu łzami, których nie próbował nawet zatrzymać. Płakał teraz. Bardziej niż kiedykolwiek. Patrzył na twarz niebieskookiego. Miała wyraz obłąkanej, jakby nie potrafił zrozumieć tego co właśnie usłyszał, lub... nie chciał tego rozumieć.
-Przepraszam... - powiedział Stiles, po czym odwrócił się plecami do starszego i pobiegł do samochodu.
Oparł ręcę na kierownicy. Wydał z siebie jęk, co oznaczało kolejny strumień łez, lejący się po policzkach. Ból. Czuł emocjonalny ból, jakby ktoś rozdarł jego uczucia na kawałki. Wspomniał moment, gdy pierwszy raz zobaczył Hale'a. Bał się wtedy go poznać, obawiał się go, nie wiedział kim jest. Gdy jednak go poznał, bał się z nim spotkać. Spotkał się z nim, było to u niego w domu, w domu, z którego właśnie wybiegł. Na spotkaniu tym, bardzo bał się go pocałować. Jednak zrobił to. Pocałował go. Obawiał się wtedy, pokochać go. Lecz to także zrobił. Pokochał go, jak nikogo innego. I była to odwzajemniona miłość. Oszalał na jego punkcie, każdy sen wiązał się z niebieskookim, każdą noc przy nim spędzał. Teraz, teraz, gdy go kochał, bał się... bał się, że go straci.

Zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów :)
~ Igrający z Ogniem