Chrapanie. Głośnie chrapanie. Stiles leżący na siedzeniach na tyle samochodu. Ślinił się. Kiedyś Derek uznałby to za urocze, teraz jest to poprostu wkurwiające. Zjechał na pobocze, włączył światła awaryjne i wyszedł z samochodu. Otworzył tylne drzwi, jego wzrok spoczął na śliniącym się nieustannie Stilesie. Troskliwymi rękoma objął go, wyciągnął z samochodu i niczym księżniczkę wrzucił do pobliskiego rowu. Uśmiechnął się triumfalnie, klasnął w dłonie, wsiadł do samochodu i odjechał. Na ulicy zostały jedynie tumany kurzu.
Dziękuje za wytwałość w czytaniu tego bloga :))))
~Igrający z Ogniem
NOSZ KURWA KRZYCHU
OdpowiedzUsuńBARDZIEJ JUZ SIE ZJEBAĆ NIE DAŁO
XDDDDDDDDDDDDDDDD
Usuń